Skład Chóru

Rok 2023 był dla nas wyjątkowy. Obchodziliśmy bowiem 35-lecie istnienia chóru chóru "Wiwat".

Zaczęliśmy swoją przygodę jako chór szkoły podstawowej, później śpiewałyśmy jako chór licealny, następnie jako chór domu kultury, aż wreszcie kilka lat temu założyliśmy Stowarzyszenie Przyjaciół Chóru "Wiwat".

Przez wszystkie te lata mogliśmy odbywać próby i liczyć na Szkołę Podstawową nr 92 im. Jana Brzechwy w Warszawie, za co jesteśmy bardzo wdzięczni.
 
Nie byłoby nas też, gdyby nie Wy - nasi wierni słuchacze. Chcemy się Wam więc przedstawić, nie tylko jako "Wiwatki", ale każda z nas z osobna - kim jest prywatnie.
Każda z nas i każdy z nas (mamy bowiem naszych muzyków - a to mężczyźni).
Są między nami różnice wieku, zainteresowań, ale wszystkich nas łączy muzyka i chór "Wiwat". Ta różnorodność sprawia, że jest nam razem fajniej i ciekawiej, a jednocześnie pokazuje, że każdy jest tu mile widziany.

 

 

 

ALICJA MOSSAKOWSKA, założycielka i wieloletnia dyrygentka chóru - urodziny 2 lipca

To już 35 lat – bo „Połączyła nas muzyka”.

Pozwólcie, że może będzie dużo, ale skoro byłam z Wami od pierwszej próby przez te lata, to jest dużo do wspominania.

Był rok 1988 – wróciłyśmy z chórem szkolnym SP 92 z Kuby, gdzie przez dwa tygodnie koncertowałyśmy i zwiedzałyśmy tę piękną wyspę. Poleciałyśmy na zaproszenie władz kubańskich po wygranych dwóch Festiwalach Piosenki Kubańskiej we Wrocławiu.

Nasze sukcesy w Polsce na ogólnopolskich konkursach międzyszkolnych dały nam poczucie wspólnoty, a śpiew stał się naszą pasją.

I tak to się zaczęło. Dziewczęta, kończąc szkołę podstawową, zapragnęły dalej śpiewać. I od tego czasu przychodzą przez te 35 lat w każdy wtorek wieczorem, by być razem tworząc „Wiwat". Koncertując w kraju i zagranicą dawałyśmy swoim śpiewem przyjemność i radość publiczności. Nasze zainscenizowane programy, jak „Warszawa wczoraj i dziś w piosence”, "Wieczory wigilijne", "Pasja - Pieśń o Zbawicielu",”Jedzie, jedzie na kasztance" czy "Wieczór papieski" cieszyły się dużą popularnością. Śpiewałyśmy na scenach warszawskich, takich jak Filharmonia, Teatr Wielki, Teatr Polski, czy Sala Kongresowa oraz w wielu polskich miejscowościach - utwory na różne okazje od Bogurodzicy i Gaude Mater po Okudżawę, Beatlesów, Cohena i piosenki róznych narodów.

Dziękujemy naszej wspaniałej publiczności, że byli z nami zawsze przez te wszystkie lata.

Nasz śpiew podobał się również w innych krajach. Cudowne wyjazdy na festiwal Eurotreff Musik do Niemiec (5-krotnie), koncerty w Hamburgu, Bremen, Lubece, Lilienthal.... Byłyśmy też: Włochy (3-krotnie), Izrael (4-krotnie), Francja (Nicea 2-krotnie), Holandia (3-krotnie), Dania (2-krotnie), oraz dalsze kraje jak Chiny (2-krotnie), Meksyk (2-krotnie), Brazylia i Gruzja. Zwiedzałyśmy i koncertowałyśmy też w pięknych miastach, jak Londyn, Petersburg, Wilno, czy Ryga. Wszystkie te wizyty wynikały z udziału w międzynarodowych festiwalach oraz z zaproszeń zaprzyjaźnionych chórów, które również gościłyśmy w naszych domach.

Od wielu lat koncertują z nami wspaniali muzycy Tadzik Melon i Włodek Tyl, budując z nami kształt chóru, a przedtem przez wiele lat była z nami Ania Cegielska i Jej córka Dorota. Wzbogacali nasz program i pomagali rozwijać się chórowi artystycznie. Współpracowali też z nami przez długi czas Janusz Tylman i aktorzy Stanisław Górka i Wojciech Machnicki i byli „wisienką na torcie" w trakcie naszych koncertów. Dzięki im za te lata.

W okresie działalności nagrałyśmy: w latach 90-tych kasetę, a później 3 płyty CD z kolędami i utworami ludowymi polskimi i piosenkami  różnych krajów, w których śpiewałyśmy. 

Dorotko S., Dorotko D., Kasiu P., Magdo Sz., Ewo W. – jesteście ze mną od samego początku przez cały czas, a Marzenka, Sylwia, Marysia, Magda, Edytka…. – od bardzo wielu lat, a wiele z Was po chwilowym odejściu (Monika, Ewa, Aneta...) wróciło i tworzą ten zespół takim, jaki jest w obecnym kształcie.

Byłyście oprócz najbliższej  rodziny – całym moim życiem. Dziękuję za te wszystkie wspaniałe lata – wspólne przeżycia, wspólne koncertowanie i  odkrywanie świata.
Nie miałybyśmy takich możliwości rozwoju, gdyby nie wsparcie Dyrekcji Szkoły Szkoła Podstawowa nr 92 im. Jana Brzechwy w Warszawie przez te wszystkie lata.

Trzy lata temu dołączył do nas Piotr, któremu niedawno mogłam powierzyć pracę z zespołem oddając Was w dobre ręce. Ale duszą i sercem jestem cały czas z Wami. 

 

 

PIOTR DUCHALSKI, dyrygent - urodziny 23 kwietnia 

Urodziłem się w Renesansie, może w Baroku albo w Klasycyzmie. Często bliżej jest mi do utworów Mikołaja Gomółki, Jana Sebastiana Bacha i Wolfganga Amadeusza Mozarta, niż do ulubionej muzyki moich uczniów :) 

Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem w dzieciństwie od nauki gry na gitarze. Później zakochałem się w największym i najwspanialszym instrumencie - organach. To orkiestra zamknięta w drewnianej szafie. Aby grać na tym instrumencie musiałem opanować podstawy gry na fortepianie. Nie każdy wie, ale grając na organach, oprócz rąk, używa się również nóg. To już był wyższy stopień wtajemniczenia.

Po latach, wybierając studia, musiała zapaść decyzja – muzyka hobbystycznie, czy zawodowo?
Odpowiedź była prosta… ORGANY (i nie miałem na myśli studiów medycznych).

Chór – to jeden z obowiązkowych przedmiotów na studiach muzycznych. Tak rozpocząłem przygodę z Chórem Akademickim Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.
W Chórze Akademickim śpiewałem jako I bas (tzw. baryton). Wraz z Chórem miałem okazję niejednokrotnie koncertować m. in. w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, wykonując dzieła wielkich kompozytorów.

W międzyczasie pracowałem jako organista. Początkowo w niewielkich kościołach, aż trafiłem do miejsca, w którym zakres obowiązków był szerszy. Oprócz gry na organach, dodatkowym obowiązkiem było prowadzenie chóru.

W tym miejscu zaczął się chyba nowy etap. Chór mieszany JUBILETE DEO. Chór z historią, ponieważ swoją działalność rozpoczął w 1923 roku.  Ten zespół towarzyszył mi przez kolejne 5 lat. Dzięki tym wspaniałym ludziom nauczyłem się wiele. Nie tylko o dyrygowaniu  i śpiewie chóralnym, ale przede wszystkim o współpracy z grupą ludzi.

W 2019 roku rozpocząłem pracę w Szkole Podstawowej nr 92 im. Jana Brzechwy w Warszawie. Wiedziałem, ze to szkoła z muzycznymi tradycjami i sukcesami.
Wrzesień 2019 roku, wtorek, godzina 18:30, próba chóru. Przyszedłem i zostałem.

Początkowo słuchałem i w miarę możliwości pomagałem Pani Alicji Mossakowskiej, która stworzyła ten zespół 35 lat temu. Początki  nie były takie proste. Nowe osoby, nowe utwory i nowe dla mnie brzmienie. Trochę zajęło mi przestawienie się na nowy układ głosów – sopran, mezzosopran i alt. A gdzie tenor i bas?

Każdy chór ma swoje zwyczaje, tradycje i własny repertuar. Tutaj poprzeczka została ustawiona wysoko. Zdarza się czasami, że nuty mówią jedno, a utwór wykonywany jest nieco inaczej. Teraz już znam odpowiedź: „ALE TAK BYŁO ZAWSZE” – i chyba dla każdej chórzystki to wystarczające wyjaśnienie. W tym momencie uświadamiam sobie, że jeszcze wiele muszę się od Nich nauczyć.   

Praca z chórem Wiwat to niesamowita przygoda. Zaczynając od nauki, przypominania, odświeżania i utrwalania repertuaru, kończąc na koncertach – tych większych i mniejszych.
Każdy wyjazd i każdy koncert motywuje do działania. To nowe doświadczenia i nowe wspomnienia. Od 4 lat to również moje wspomnienia.

Chór Wiwat to przede wszystkim pasja. Uśmiechnięte, śpiewające dziewczyny, pianista Włodek i skrzypek Tadeusz.  To Ich obecność i zamiłowanie do wspólnego muzykowania sprawiło, że głównym punktem wtorkowego wieczoru jest dla mnie próba chóru i przygotowania do kolejnych wydarzeń.  

 

 

TADEUSZ MELON, muzyk - skrzypek - urodziny 22 lutego

W przeciwieństwie do moich wspaniałych koleżanek „wiwatek” powinienem się przedstawić chyba jednak "wiwatek”, bo przecież nie jako „wiwatka”.

Moją przygodę z chórem Wiwat rozpocząłem w 2005 r., gdy powróciłem do SP92 w roli, już nie ucznia (tak, tak – ukończyłem tę szkołę w 1986 r.), ale rodzica ucznia. Wówczas „Szefowa”, czyli pani dyrygent, czyli po prostu moja wspaniała nauczycielka od muzyki, p. Alicja Mossakowska, zaczęła co jakiś czas zapraszać mnie do  udziału w koncertach z chórem Wiwat. Te zaproszenia były z czasem coraz częstsze, aż niezauważalnie stałem się drugim (obok Włodka) męskim osobnikiem w żeńskim chórze (nie mogę użyć tu innego bardziej właściwego sformułowania, bo to by było zbyt dwuznaczne . Już w 2008 r. uczestniczyłem jako pełnoprawny „wiwatek” w jubileuszu chóru a zaraz potem w pierwszym moim wyjeździe, nie byle gdzie, bo do Izraela. Potem były kolejne – na Litwę, do Niemiec, Meksyku, Brazylii... Zwłaszcza pierwszy wyjazd do Meksyku w 2011 r. odmienił moje życie – odkryłem, że mam rodzinę (może nie więzów krwi, ale serca) w Cholula, w Medellín (od pięciu lat faktycznie mam tam chrześnicę), brata w Rio de Janeiro, nie licząc oczywiście mojej rodziny „wiwatek”. Niesamowite doświadczenia, trudne do opisania w słowach.

A co oprócz wyjazdów? Przyjaźnie – to absolutnie po pierwsze. Ale też ciągła możliwość mojego rozwoju muzycznego u boku wspaniałych koleżanek i wybitnego kolegi pianisty, który inspiruje mnie nieustannie. Doświadczenie – w przygotowywaniu aranżacji („wiwatki” często narzekają, że wysoko ustawiam poprzeczkę, ale bardzo dobrze sobie z tym radzą – po prostu wiem, że są dobre), w przygotowywaniu I organizacji koncertów (od kilku lat mam  zaszczyt być prezesem, choć nie lubię tego tytułu, Stowarzyszenia Przyjaciół Chóru „Wiwat”). I wiele, wiele, wiele innego dobra.

I, żeby nie było wątpliwości – wczoraj skończyłem 11 lat. Tak – 11, bo ja zawsze kończę 11 lat

 

 

-- SOPRANY --

 

PATRYCJA ADAMCZUK, sopran - urodziny 25 maja 

Moja historia z Wiwatem zaczęła się niespodziewanie w szóstej klasie szkoły podstawowej, kiedy pewnego dnia pani Ala kazała mi i kilku koleżankom zostać po lekcji muzyki. Jak się później okazało, nie była to kara za nieuważanie na lekcji, a początek wspaniałej przygody. Po "przesłuchaniu" naszych wokali, wraz z moją najbliższą przyjaciółką Eweliną dostałyśmy propozycję wstąpienia do dużego Wiwatu. Zaraz potem wyjechałyśmy z chórem do Niemiec. Nie zapomnę emocji z tym związanych - uczenia się na szybko tekstów wszystkich tych nowych pieśni i wyłapywania poszczególnych dźwięków od starszych koleżanek.

Z chórem miałam okazję przeżyć niesamowite chwile na próbach, koncertach i festiwalach. Dzięki niemu mogłam zwiedzić Meksyk, Gruzję czy Brazylię i poznać tam inspirujących i serdecznych ludzi.

Najpiękniejsze w chórze jest to, gdy czuje się, jak muzyka łączy ludzi, często z różnych krańców świata i różnych pokoleń. Kiedy ktoś zaczyna wybijać rytm, dołączają się inne instrumenty, żeby potem kolejne osoby zaczęły śpiewać czy nucić melodię. Wtedy czujemy, że tworzymy razem coś wyjątkowego, co przekracza granice i jednoczy nas wszystkich. Niech to trwa i trwa...

 

 

 

 

KAJA FEDOROWICZ, sopran - urodziny 24 maja 

Hejka! Mam na imię Kaja i kończę 13 lat. Wydaje mi się, że śpiewam odkąd się urodziłam. W mojej rodzinie od strony mamy, wiele osób miało styczność z muzyką. Śpiewali, grali na różnych instrumentach, czy też byli nauczycielami muzyki. Już wtedy kiedy chodziłam do przedszkola, zawsze brałam udział w muzycznych przedstawieniach. Jako 5-letnia dziewczynka zaczęłam uczęszczać też na lekcje baletu. Wtedy pokochałam muzykę klasyczną. Gdy byłam w 5 klasie, rodzice zapisali mnie na lekcje śpiewu do pani Kasi Rodowicz. Wtedy okazało się, że śpiewanie sprawia mi wielką przyjemność. Będąc w 6 klasie, mój nauczyciel muzyki, pan Piotr Duchalski zaczął nam wspominać o działalności Chóru Wiwat. Pomyślałam, że nie zaszkodzi zobaczyć jak to wygląda. Na pierwsze zajęcia przyszłam w lutym 2022 i od tamtej pory śpiewam w Wiwacie. Jest to sporą częścią mojego życia i bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że będę tu jak najdłużej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MONIKA KRAJEWSKA, sopran - urodziny 31 lipca 

Jestem jedną z najmłodszych stażem uczestniczek chóru Wiwat. A zaczęło się dość niepozornie… od swobodnej rozmowy z koleżanką Beatą – alt, na temat jej pasji i zainteresowań. I tak za jej namową, jesienią 2020 r., dołączyłam do grupy Wiwat.

Od początku dobrze czułam się w gronie koleżanek i kolegów. Chórzystki okazały się wspaniałymi dziewczynami - życzliwymi i pełnymi dobrej energii. Zawsze z ogromną radością i niecierpliwością czekałam na każdą próbę.

Pandemia zmusiła nas do przerwy w koncertowaniu. Po powrocie do normalnego  funkcjonowania z zadowoleniem wróciłam do grona miłośników śpiewu chóralnego, mimo że na próby dojeżdżam z odległej Białołęki. Każdy wtorkowy wieczór (pracę kończyłam o 18.10) był zarezerwowany na spotkania   w gronie chórzystek i muzyków. W drodze powrotnej, stojąc w korku na Armii Krajowej, podśpiewywałam pieśni utrwalane podczas próby.

Niestety, nie uczestniczyłam jeszcze w żadnym zagranicznym wyjeździe, ale koncerty w Warszawie lub wyjazdowe sprawiają mi dużo satysfakcji.                                

Jako chór Wiwat tworzymy zgraną grupę o różnych profesjach i zainteresowaniach, ale nade wszystko, muzyka jest dla nas wspólną pasją. 

 

 

 

 

 

 

 

 

ANNA MAJ, sopran - urodziny 2 września

Moja przygoda z chórem Wiwat (wtedy jeszcze szkolnym chórem SP 92) zaczęła się w V klasie szkoły podstawowej. Śpiewałam w chórze przez około 7 lat. Pamiętam próby, koncerty,  udziały w przeglądach chórów szkolnych a’cappella w Bydgoszczy, cudowny wyjazd na Kubę, do Niemiec, do Danii. Pamiętam naszą dyrygentkę Panią Alicję Mossakowską i wspaniałą atmosferę podczas prób.

W styczniu tego roku zostałam zaproszona przez moją koleżankę Anetkę Boryczka na jubileuszowy koncert chóru. Podczas koncertu przypomniałam sobie i poczułam te emocje, które daje wspólne śpiewanie. Na zakończenie wspaniałego koncertu, kiedy zaproszono z widowni na scenę wszystkie chórzystki i razem zaśpiewałyśmy, bardzo się wzruszyłam i właśnie wtedy pomyślałam o powrocie do chóru. No i jestem ponownie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ANNA MAJCHRZAK, sopran - urodziny 22 listopada 

Do chóru Wiwat dołączyłam w styczniu 2016 r. lecz miałam już w przeszłości epizod uczestniczenia w kilku próbach chóru kiedy miałam 16 lat :-), pamiętam jak przyprowadziła mnie na próbę koleżanka z liceum Róża, z którą się przyjaźniłam. Po 2,3 próbach epizod się zakończył wraz z wylotem Róży na stałe z kraju...

Moje zamiłowanie do śpiewu towarzyszy mi od dziecka i jest moją największą pasją. Odkąd pamiętam zawsze marzyłam, aby zostać piosenkarką i występować na scenie. W końcówce lat 90 spełniłam swoje marzenia:-) Wzięłam 2-krotnie udział w  programie telewizyjnym "Szansa na sukces" i zostałam zwyciężczynią odcinka z zespołem T-Love. Miałam okazję wystąpić w Sali Kongresowej w koncercie finałowym oraz jako laureatka programu byłam wielokrotnie zapraszana do śpiewania w chórkach oraz do współpracy z p. Elą Skrętkowską, producentem i reżyserem koncertów telewizyjnych z udziałem wielu gwiazd estrady. Ważnym i cennym doświadczeniem był mój udział w koncercie jubileuszowym Krzysztofa Krawczyka "To co dał nam świat" w 1998 roku w Sali Kongresowej, "Lato z Tercetem Egzotycznym" w 1999 roku, Jubileusz 20-lecia Dwójki w Teatrze Polskim, koncert "Raz na Ludowo" na scenie w Mrągowie. W 2001 roku rozpoczęłam swoją karierę zawodową w bankowości i finansach, ale nie zaprzestałam śpiewania.

Mój powrót do "Wiwatu" w 2016 roku okazał się strzałem w 10. W tymże roku po kilku próbach dyrygentka i założycielka chóru p. Alicja Mossakowska ku mojemu zdziwieniu zaproponowała mi wyjazd z chórem na festiwal do Meksyku i miałam na podjęcie decyzji 2 dni... Do tej pory jestem w szoku, że tak szybko udało mi się przekonać rodzinę i pracodawcę :-) Wyjazdy z chórem są wspaniałą przygodą oraz okazją do zdobywania doświadczeń muzycznych i pogłębiania więzi.

Chór jest ważną częścią mojego życia. Od prawie 8 lat wtorkowe wieczory są dla mnie niemalże "świętym" czasem.  Śpiewanie w chórze zaspakaja wiele potrzeb takich jak potrzeba przynależności, bliskości, nawiązywania relacji, spokoju, harmonii i wymiany dobrej energii. Występowanie na scenie sprawia, że czuję się szczęśliwa i spełniona. Odczuwam ogromną wdzięczność, że dane mi jest być częścią naszej chóralnej społeczności i spędzać czas w gronie tak wspaniałych osób, które połączyła miłość do muzyki.

 

 

KATARZYNA OBRĘBSKA-WÓJCIK, sopran - urodziny 23 stycznia 

Do chóru Wiwat dołączyłam już ponad 20 lat temu i gdy patrzę na to wydarzenie z perspektywy czasu, to mogę stwierdzić bez żadnej przesady, że była to jedna z lepszych decyzji jakie podjęłam w życiu. Chór wywarł na mnie ogromny wpływ.

Idąc do pierwszej klasy gimnazjum wśród moich nowych znajomych pojawiła się Wiwatka. Dołączyłyśmy razem do chóru szkolnego i wtedy dowiedziałam się od niej, że śpiewa jeszcze w innym zespole. Zaczęła mnie namawiać, abym w któryś wtorek poszła z nią na próbę. Nie byłam przekonana do tego pomysłu bo uważałam, że dołączenie do chóru szkolnego i tak już wyczerpuje moje niewielkie pokłady pewności siebie. Nie wyobrażałam sobie występów przed publicznością, nie byłam wtedy zbyt otwartą osobą. Jednak po kilku tygodniach namawiania w końcu poszłam. Poszłam i zostałam na następne dwie dekady.

Moim ukochanym okresem w roku i w repertuarze chóru był zawsze czas kolęd. Uwielbiałam bożonarodzeniowe koncerty, które zawsze były dla mnie ogromnym przeżyciem. Ze szczególnym rozrzewnieniem wspominam koncerty kolędowe, które odbywały się kilka lat z rzędu w dolnym kościele pw. św. Zygmunta na Bielanach. Pamiętam, że jako dziecko czekałam na nie cały rok.

Chór umożliwił mi również odwiedzenie wspaniałych miejsc poza granicami kraju. Te wyjazdy to kopalnia świetnych wspomnień, niezapomnianych przygód i zabawnych sytuacji.

Chór niewątpliwie wpłynął też na moje losy. Gdybym nie śpiewała tyle lat w Wiwacie to z pewnością, idąc na studia do innego miasta, nie brakowałoby mi tak bardzo śpiewania. Przez to nie dołączyłabym do chóru akademickiego i nie poznałabym mojego przyszłego męża.

Z okazji 35 urodzin chóru gratuluję mu tylu wspaniałych chórzystek i życzę kolejnych wielu lat działalności, uszczęśliwiania nas i naszych słuchaczy.
Dziewczyny (i chłopaki:) ) - dobrze, że jesteście!

 

 

MONIKA PASZOWSKA-MAŃKOWSKA, sopran - urodziny 27 kwietnia

O chórze dowiedziałam się w 1989 roku w liceum, gdy na chórze licealnym spotkałam Soszkę – jedną z Wiwatek. Spytała, czy chcę dołączyć do fajnego zespołu i śpiewać z nimi i ….dołączyłam, co trwa do dziś (choć z kilkoma latami urlopu).

Uwielbiam śpiewać i scenę. Gdy na niej staję, cały świat z jego problemami wydaje się nieważny. Odchodzi też cała trema i stres, pozostaje mi tylko czysty zalew endorfin. Jak typowy sopran uwielbiam też „solówki”, które są zawsze wisienką na koncertowym torcie :D

Muzyka w moim życiu odgrywa bardzo dużą rolę – gram na pianinie i gitarze, w ramach samorozwoju przez rok uczęszczałam do szkoły muzycznej na zajęcia ze śpiewu klasycznego i jazzowego. Moi muzyczni idole to Janis Joplin, Freddy Mercury i …Fryderyk Chopin.

Nie samym śpiewem jednak żyję. Lubię też się uczyć – szczególnie języków obcych. Taki też zawód uprawiam, jestem lektorem języka angielskiego i tłumaczem. I szczerze mówiąc, kocham swoją pracę. Uwielbienie uczenia się zaowocowało ukończeniem dwóch kierunków studiów – filozofii i anglistyki – jestem magistrem „do kwadratu”, a kolejne kierunki kuszą….

Wtorkowe próby są dla mnie odskocznią od rzeczywistości, relaksem i okazją do spotkania z przyjaciółmi, których tu zyskałam. „Połączyła nas muzyka”. I niech tak zostanie wiecznie – chwilo, trwaj.

 

 

 

 

DOROTA SOSZYŃSKA "SOSZKA", sopran - urodziny 1 listopada

Wydaje się to niemożliwe, ale kiedyś...nie było Wiwatu!

Ale nie były to ciemne i mroczne czasy, gdzieś za górami i lasami, tylko fajna szkoła nr 92 im. Ernesto Che Guevary w siermiężnym PRL-u, gdzie robili świetne rzeczy. Był chór szkolny, była drużyna harcerska, a wszystkim tym opiekowała się i zarządzała Pani Alicja Mossakowska. Dawała dzieciakom radość, pomagała wyznaczać cele, odkrywać w sobie lepsze "ja".  W ogóle siebie odkrywać.

Bardzo podobało mi się to wspólne śpiewanie, ale z powodu braku głosu i jakiegokolwiek talentu, w przesłuchaniu do chóru odpadłam od razu (rok 1980). Jakoś to moje nieszczęście odkryła Mama i poprosiła Panią Alicję, abym mogła przychodzić na próby, aby tylko posłuchać i odzywać się nie będę. Za zgodą Dyrygentki z próby na próbę, trochę nieśmiało zaczęłam się włączać a chór wciągał mnie jak wir w wannie pełnej wody. Jestem przykładem, że przy determinacji obu stron, nawet beztalencie można nauczyć różnych rzeczy, np. śpiewu. Pani Alicja pracowała (dziękuję), ja pracowałam, i tak po jakimś czasie śpiewałam w pierwszych sopranach, a w moim życiu zaczęła się prawdziwa chóralna przygoda!

Eh, co to były za czasy! Ogólnopolskie Konkursy Chórów Szkolnych a'capella wygrywane rok do roku, pierwsze wyjazdy za granicę nawet na Kubę (rok 1988), wychowanie w koleżeńskości i zacieśnianie się  wieloletnich przyjaźni. Potem chór stał się swoistym perpetuum mobile, sam się napędzał i rozpędzał przez oddanie Pani Alicji i stałych chórzystek. Stałyśmy się Wiwatem i dalszą naszą historię już znacie.

Sukcesy, wyjazdy, koleżanki , teraz i koledzy, na całe życie.

Nie miałam możliwości pojechać wszędzie i zawsze, ale niezmiennie staram się uczestniczyć w życiu chóralnym. Wiwat dla Wiwatu! który skończył 35 lat, ale ja mam to szczęście śpiewać w Nim już 43 wiosny. I oby tak dalej!

 

 

 

EWELINA STARNAWSKA, sopran - urodziny 12 września 

Moja historia ze śpiewem zaczęła się w Szkole Podstawowej nr 92, gdy w 4 klasie dołączyłam do chóru szkolnego prowadzonego przez panią Alicję. Po dwóch latach wraz z moją przyjaciółką Patrycją dostałyśmy propozycję zostania częścią dużego Wiwatu. Przyznaję, że jedną z rzeczy, która mnie w tamtej chwili przekonała do dołączenia, była możliwość zwiedzania świata. Wcześniej słyszałam jak Wiwat podróżował do Chin czy na Kubę i nie mogłam przegapić takiej okazji. Później okazało się, że chór daje mi znacznie więcej. Każda próba była dla mnie czasem relaksu, po męczącym dniu spędzonym w szkole czy na studiach. Podczas śpiewania mogłam z siebie wyrzucić różne emocje. Występy na scenie przed publicznością sprawiły, że nabrałam pewności siebie. W chórze nawiązałam nowe przyjaźnie oraz poznałam wspaniałych ludzi na wyjazdach. Na festiwalach muzycznych zobaczyłam jak muzyka potrafi łączyć ludzi z całego świata.

Każdemu kto zastanawia się czy dołączyć do chóru, powiem, że koniecznie musi spróbować - jest to niezwykła przygoda!

 

 

SYLWIA STEFAŃSKA, sopran - urodziny 7 października

Moja przygoda z Wiwatem zaczęła się od świątecznego koncertu, na który poszłam z mamą jako mała dziewczynka na zaproszenie ówczesnej Wiwatki Kasi Frydrychowicz. Dziewczyny śpiewały tak pięknie, że bez wahania zapragnęłam być częscią chóru. Mimo iż nie byłam uczennicą szkoły SP92 Pani Ala przyjęła mnie z otwartymi ramionami i od tamtej pory Wiwat stał się stałą i bardzo ważną częścią mojego życia.

Od początku, na wszystkie próby zawsze przychodziłam z przyjemnością, bo czułam się jak u siebie. Atmosfera tworzona przez wiwatową rodzinę sprawia, że każdy czuje się mile widziany (nawet ci lekko spóźnieni :P) i zawsze poza solidną pracą jest czas na śmiech i ploteczki (oczywiście po próbie;P).

Nieodzownym plusem bycia Wiwatką od zawsze były niezapomniane podróże. Czego to Wiwatki nie zwiedziły, to już chyba wszyscy słyszeli, ale jakie to były wyjazdy wiedzą tylko te, które miały to szczęście w nich uczestniczyć. Każdy był wyjątkowy, naszpikowany nie tylko koncertami, ale też atrakcjami, wzruszeniami, cennymi życiowymi doświadczeniami i wspaniałymi ludźmi, którzy na zawsze pozostają w sercach. Po każdym mam także tonę zdjęć, dzięki którym wspomnienia nie blakną z czasem :)

Życie Wiwatki także między wyjazdami jest intensywne, bo poza licznymi koncertami wielokrotnie miałyśmy okazję przyjmować w naszych domach naszych zagranicznych przyjaciół i spędzać z nimi czas pokazując lokalne atrakcje. Przy okazji przypomnę, że nasze domy są wciąż otwarte i liczymy, że niebawem znów nas odwiedzicie:)

Jestem bardzo wdzięczna za Wiwatową rodzinę, którą przez lata tworzyło i tworzy dalej tyle wspaniałych osób. Pani Ali dziękuję najbardziej, bo bez Pani serca, zapału i wytrwałości nic z tego by nie istniało. Zawsze jest Pani ze mną w każdej piosence.

Piotrowi dziękuję, że z zapałem podjął się kontynuować dzieło z pełnym zaangażowaniem :)

Mimo tak wielu lat i Wiwatu i już moich, chcę by ta przygoda trwała dalej i zapraszam wszystkie chętne dziewczyny do jej rozpoczęcia :)

 

 

 

MARZENA STODULSKA ("Słomka"), sopran - urodziny 21 stycznia 

“Skazana na Wiwat”

Nazywam się Marzena Stodulska I śpiewam w Wiwacie już 31 lat. Właściwie, to śpiewam w chórach od 7 roku życia. Najpierw w SP187, później w Studium Nauczycielskim. Gdy się w nim uczyłam jeździłam na konkursy chórów i spotykałam chór Wiwat. Okazało się, że śpiewa w nim moja przyjaciółka Asia, z którą siedziałam 8 lat w jednej ławce, w podstawówce. Bardzo mnie namawiała, żebym przyszła, ale nie dałabym rady śpiewać w 2 zespołach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że razem z Asią dostałyśmy się na jeden wydział na studia i wtedy usłyszałam :” Teraz już mi nie odmówisz ”.

Dzięki chórowi mogłam połączyć moje 2 pasje - śpiewanie i podróże.
Ale to nie są takie podróże, w których właściwie jesteś w hotelu i nie masz pojęcia jak wygląda prawdziwe oblicze tego kraju. Często jeździmy na wymianę z innymi zespołami i wtedy jemy tradycyjne jedzenie, bo mieszkamy u rodzin chórzystów. Możemy porozmawiać o tym co naprawdę myślą jego mieszkańcy. Okazało się wszyscy mamy te same problemy, chociaż żyjemy w różnych kulturach.

Pamiętam jak pierwszy raz byłyśmy w Izraelu i młodzi ludzie walczyli o Mc Donalda, a kiedy pojechałyśmy po kilkunastu latach i okazało się, że już w końcu jest, więc od razu poleciałyśmy spróbować koszernych kanapek. Nigdy nie zapomnę Świąt Wielkanocnych we Włoszech, czy wspaniałej kaczki w sosie czekoladowym z dodatkiem chili w Meksyku lub „chińszczyzny” w Chinach, która okazała się zupełnie inna niż ta, która jest serwowana u nas. Te smaki zostaną ze mną na zawsze.

Czasami zdarzały nam się niecodzienne sytuacje, jak np. w Izraelu przyjechałyśmy do kibucu na obiad i spotkanie z zaprzyjaźnionym zespołem. Podczas zwiedzania ich dyrygentka nagle mówi” Dobrze, że jesteście dzisiaj, bo wczoraj, to nas ostrzeliwali rakietami i siedzieliśmy w bunkrach”. Mina naszej dyrygentki  - bezcenna.

Dzięki chórowi przełamałam też moją barierę, żeby zacząć mówić po angielsku. Okazało się, że mój średniozaawansowany jest wystarczający do swobodnej komunikacji. Ale najważniejszą rzeczą jaką dał mi chór, to przyjaźnie, które trwają już ponad 30 lat. To jest najcenniejsza rzecz jaką dostałam od chóru "Wiwat".

 

 

 

MARIA WEISSBEIN, sopran - urodziny 12 stycznia

Przygodę z chórem rozpoczęłam w 4tej klasy podstawówki – w naszej szkole były nabory do chóru dziecięcego Sokoliki – odwiedził nas dyrygent i prosił o zaśpiewanie hymnu narodowego i powtórzeniu kilka nutek. Byłam zestresowana, ale poszło nieźle i dostałam się do swojego pierwszego chóru. Było cudownie, jeździliśmy na wyjazdy, mieliśmy bardzo ciekawy i różnorodny repertuar, dużo płakaliśmy ze wzruszenia.

Byłam tam 4. lata. Mieliśmy próby dwa razy w tygodniu – dostałam kiedyś prezent za nie ominięcie żadnego dnia – chodziłam bardzo regularnie. Od początku śpiewałam w sopranach, chociaż na kilka dni byłam w altach.

Potem miałam dłuugą przerwę i dopiero na studiach znów zaczęłam szukać kolejnych miejsc do śpiewania – które zmieniałam wraz z miejscami zamieszkania. Miałam przyjemność być sopranem w chórach: Bemcanto,Iuvenis, Sonus Innumerabilis, Chórze Warszawskim, Zespole wokalnym Canta Rhei, a teraz w Wiwacie. Każda podróż muzyczna mnie wzbogaciła.

W żeńskim chórze Wiwat jest wyjątkowo ciepła, miła i zabawna atmosfera. Podoba mi się też poczucie społeczności i współpracy. Moja mama zaś chodziła do szkoły podstawowej, w której odbywają się próby i zabrałam ją kiedyś na jedną z nich - była zachwycona. Też kiedyś śpiewała w chórze.

Oprócz tego, że lubię śpiewać, grałam od 6. roku życia na pianinie wiele lat, ale niestety już mi się nie zdarza stukać w klawisze... Prowadzę za to od czasu do czasu kręgi pieśni indiańskich, na których odbywają się również improwizacje muzyczne.

 

 

 

EWA WIELKOPOLSKA, sopran - urodziny 26 maja

Moja przygoda z chórem zaczęła się dosyć wcześnie, bo już w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Początkowo był to chór klas 1-3, a następnie klas 4-8. Już wtedy brałyśmy udział w ogólnopolskich konkursach chórów z bardzo dobrymi wynikami. Jeździłyśmy po całej Polsce poznając i zwiedzając wiele miejsc.

Po ukończeniu szkoły podstawowej wszystko  wskazywało, że moja przygoda ze śpiewaniem się zakończyła.  Ale… zarówno ja, jak i moje szkolne koleżanki chciałyśmy dalej śpiewać i bez chóru nie wyobrażałyśmy sobie dalszego życia. Dlatego, po rozmowie z Panią Alicją Mossakowską (dyrygentką szkolnego chóru), został utworzony chór Wiwat, w którym śpiewam do chwili obecnej. Czyli praktycznie całe moje życie. Od kilku lat, można powiedzieć, że śpiewam w chórze rodzinnie, bo razem z moją nastoletnią córką, która do chóru dołączyła 3 lata temu.

Chór dał mi przede wszystkim możliwość nauczenia się śpiewania, z perspektywy czasu uważam, że początkowo raczej nie śpiewałam za dobrze oraz spełniania mojej pasji, jaką są podróże. Dzięki chórowi udało mi się zwiedzić wiele miejsc na całym świecie. W trakcie podróży z chórem poznałam wielu wspaniałych ludzi i ich kulturę. Chór to takie moje „drugie życie” i dziewczyny, na które mogę zawsze liczyć.

 

 

 

 

KINGA ZAŁĘSKA "ZIÓŁKO", sopran - urodziny 17 czerwca 

Moja przygoda z Wiwatem zaczęła się gdy miałam 10 lat. Śpiewałam w chórze SP nr 92 i chętnie zaczęłam przychodzić na wtorkowe próby "Dużego Wiwatu".

Rozpoczęły się wtedy moje liczne wyjazdy z chórem, a koleżanki i koledzy z klasy nie wierzyli, że koncertowałyśmy w takich państwach jak Izrael, Meksyk i Brazylia.

Pod czujnym okiem Pani Alicji, starszych dziewczyn z chóru i chłopaków muzyków weszłam w świat kultury muzycznej. Spędziłam w tym świecie część dzieciństwa, nastoletniość i wczesną dorosłość.

Odpowiedzialność, współpraca, wrażliwość, cierpliwość, wytrwałość...

Lista zdobytych w tym czasie umiejętności i narzędzi jest bardzo długa. Jestem szczęśliwa i wdzięczna, że mogłam je posiąść właśnie w tym chórze.

I choć życie nie pozwala mi w tym momencie brać czynnego udziału w aktywnościach Wiwatu, to wracam jak bumerang. Nie umiem inaczej. To miejsce, Ci ludzie i muzyka mają fantastyczną moc przyciągania.

 

 

 

 

 

BARBARA ŻÓRAWSKA, sopran - urodziny 20 kwietnia 

Moja przygoda ze śpiewem w „Wiwacie” rozpoczęła się w trzeciej klasie podstawówki, gdy za namową koleżanek z klasy zaczęłam uczęszczać na próby. I choć od tamtego momentu minęło już 10 lat, ta przygoda trwa dalej. Razem z chórem udało mi się zwiedzić kilka miejsc na świecie, tych bliższych, jak i dalszych - Niemcy, Brazylia, Meksyk czy Gruzja. Najmilej z tych wszystkich miejsc wspominam Meksyk, nie tylko jako wspaniałe miejsce z piękną pogodą i cudownym klimatem, ale też jako możliwość poznania wielu nowych osób, integrację z innymi chórami i jedzenie (dane mi było spróbować papryczek i  mogę potwierdzić, że są ostre)

Co mi daje śpiewanie w chórze? To proste, jest to idealny sposób na odpoczynek, relaks, spędzenie miło czasu na robieniu tego, co lubię. A wszystko to w towarzystwie innych ludzi, którzy podzielają moją pasję.

 

 

 

 

 

 

 

-- MEZZOSOPRANY --

 

ANNA CHMIELEWSKA, mezzosopran - urodziny 8 czerwca

Moja przygoda z Wiwatem trwa już trzeci rok. Do chóru trafiłam dzięki mojej córce, która zaczęła śpiewać w Wiwacie, gdy przeprowadziłyśmy się z Mokotowa.

Jedna z Wiwatek - Magda, na facebookowej  grupie żoliborskiej zaprosiła moją córkę na próbę, poszłyśmy tam razem. Początkowo tylko słuchałam z boku, szybko jednak urzekła mnie wspaniała atmosfera, oraz piękna muzyka śpiewana i grana podczas prób.

Obudziły się wspomnienia gdy jako uczennica sama śpiewałam w chórze szkolnym i grałam na pianinie. Chórzystki okazały się wspaniałymi kobietami - otwartymi i pełnymi dobrej energii. Decyzja przyszła szybko - zostałam....

Nie uczestniczyłam jeszcze w żadnym zagranicznym wyjeździe, ponieważ dołączyłam do chóru w trakcie pandemii, kiedy nie były one możliwe. Jednak nawet koncerty w Warszawie lub wyjazdowe w Polsce dają mi ogrom radości, z niecierpliwością czekam też na każdą próbę.

Prywatnie jestem mamą, żoną, pasjonatką górskich wędrówek i przyrody. Lubię spędzać czas poza miastem, słuchać śpiewu ptaków, szumu drzew lub szmeru wody.

Zawsze też towarzyszy mi w życiu muzyka. Cotygodniowe próby to dla mnie okazja do oderwania się od codzienności i porcja dobrej energii w miłym towarzystwie. Tworzymy razem piękną muzykę, poznaję nowe utwory a także nowe interpretacje tych już mi znanych.

W Wiwacie spotkałam wiele ciekawych osób, w różnym wieku, o różnych zawodach i zainteresowaniach. Wszyscy jednak - chórzystki, muzycy i dyrygent mamy pasję jaką jest muzyka. Dlatego wiem, że tak jak inne Wiwatki zostanę tu na długo.

 

 

MARIA EKES, mezzosopran - urodziny 17 stycznia 
 
Jestem w chórze „Wiwat” prawie od początku jego istnienia (chociaż brakuje mi kilku lat do pełnego stażu). Dowiedziałam się o nim od mojej młodszej siostry, Ani, której koleżanka z klasy była „Wiwatką” jako uczennica SP 92. Ania także śpiewała w Wiwacie i tak naprawdę moją główną motywacją dołączenia do chóru była zazdrość – moja siostra z chórem pojechała do Izraela, a ja nie miałam takiej możliwości, bo nie byłam chórzystką…  Nie był to oczywiście jedyny powód – jestem absolwentką podstawowej szkoły muzycznej i moje zamiłowanie do śpiewu chóralnego tam się rozpoczęło.
Bycie „Wiwatką” umożliwiło mi zwiedzenie tak egzotycznych miejsc jak Chiny, Meksyk, Brazylia, czy Izrael (tak tak, mogłam przestać zazdrościć Ani). Wyjeżdżałam z chórem także na Litwę, do Włoch, Niemiec, Holandii i Danii. Śpiewanie i koncertowanie z chórem sprawia mi cały czas wielką przyjemność i wcale się nie nudzi.
W międzyczasie skończyłam studia (na wydziale MIMUW), wyszłam za mąż (chór zaśpiewał na moim ślubie), zrobiłam doktorat (na SGH), pojawiło się dwoje dzieci (moja córka Kasia przez kilka lat także była „Wiwatką”).
 
Chór już od wielu lat jest ważną częścią mojego życia, a podsumowaniem tego mogą być słowa naszej jubileuszowej piosenki „A więc dziękuję za muzykę, koncerty, próby, całą radość, którą niosą (…), gdy chóru brak, wszystko idzie nie tak. A więc dziękuję za muzykę, za tyle wspólnych lat”.
 
 
 
 
 

ZUZANNA KOCH, mezzosopran - urodziny 19 lipca 

Przygodę z chórem zaczęłam w klasach 1-3 szkoły podstawowej, gdzie każda dziewczynka w ramach lekcji muzyki uczestniczyła w nauce śpiewu. Kolejnym krokiem było dołączenie w 4 klasie do szkolnego chóru Mały Wiwat z którym odbyłam swoje pierwsze koncerty. Wybranie mnie do "dużego" Wiwatu w 6 klasie było dla mnie wielkim wyróżnieniem.

Do zeszłego roku śpiewałam w (drugim) sopranie. W styczniu chciałam spróbować jak śpiewa się w mezzo. Okazało się, że czuję się tam bardziej "wygodnie" i już zostałam. Jedynym minusem jest konieczność uczenia się większości piosenek na nowo :)

Przynależność do chóru nie tylko rozwinęła moje umiejętności muzyczne, ale również dzięki występom na scenie zyskałam więcej pewności siebie. Przez cały ten czas poznałam fantastycznych ludzi, którzy tak jak ja znajdują radość i pasję w muzyce.

Przez te wszystkie lata uczestniczyłam w wyjazdach na zagraniczne festiwale i przeglądy chórów min. w Meksyku, Gruzji i Niemczech.

 

 

EWA KUSIŃSKA, mezzosopran - urodziny 15 października

Śpiewam w chórze odkąd pamiętam, chyba od 4 klasy szkoły podstawowej. Po skończeniu szkoły poprosiłyśmy z kilkoma koleżankami Dyrygentkę Panią Alicję Mossakowską o możliwość dalszego śpiewania. To były początki chóru Wiwat.

W dzieciństwie miałam to szczęście, że w trudnych i smutnych czasach, niezrozumiałych dla tych, którzy nie dorastali w latach 80-tych, los umożliwił mi obcowanie z fantastyczną osobą, Panią od muzyki, która prowadziła chór i drużynę harcerską. W każdej z tych ról była nieprzeciętna, charyzmatyczna i twórcza.

Przez kolejne lata zespół ewoluował, dołączyli muzycy, zmieniały się chórzystki, ja także miałam jedną dłuższą przerwę. Wróciłam, gdy uznałam, że na tym etapie mojego życia rodzinnego i zawodowego muzyka znowu może mnie zaangażować w pełniejszym wymiarze.

Oczywiście najpierw musiałam zapytać syna, czy mogę śpiewać z jego koleżankami z klasy :)

Nie mogę opisać jednym zdaniem, czym jest dla mnie muzyka. W każdej chwili jest czymś innym: fascynacją, wyzwaniem, spokojem, rozwojem, szansą na współpracę/ przyjaźnie z cudownymi ludźmi.

Po wielu latach potrzebę zmiany zasygnalizowała Dyrygentka i dołączył do nas Dyrygent Piotr Duchalski. To On teraz zaraża nas optymizmem i tym, że chce mu się chcieć.

Oby tak dalej…..

 

 


KATARZYNA PIĄTEK, mezzosopran - urodziny 12 marca

Jak się to wszystko zaczęło?

Moja przygoda ze śpiewaniem zaczęła się w 4 klasie szkoły podstawowej nr 92 im. Ernesto Guevary w Warszawie do której uczęszczałam. Chór prowadziła Pani Alicja Mossakowska, która była również moja nauczycielką muzyki. Tak prześpiewałam całą szkołę podstawową, biorąc udział w festiwalach, konkursach, warsztatach i wydarzeniach szkolnych.

Moją pierwszą zagraniczną podróżą, którą będę pamiętać do końca życia, był wyjazd na Kubę w 1988 roku. Był to mój pierwszy lot samolotem, pierwszy kontakt z inną kulturą, inne spojrzenie na świat. Przygoda życia, tak myślałam po pierwszym wyjeździe :-)  ale…….

W 1988 roku powstaje chór “Wiwat” z inicjatywy absolwentek Szkoły Podstawowej nr 92 w Warszawie, które chciały dalej śpiewać. Ja jeszcze byłam związana z “małym chórem”, ale również zaczęłam uczęszczać na wieczorne zajęcia i tak zaczął się mój drugi etap życia. Moja przygoda, przyjaźnie, koncertowanie i podróże z chórem “Wiwat”.

Co mi to dało?

Miałam przyjemność koncertować, a zarazem reprezentować Polskę w Meksyku x2, Brazylii, Izraelu x2, Chinach, Niemczech (nawet nie potrafię policzyć ile razy), Danii x2, Holandii,  Włoszech, Watykanie, Gruzji, Rosji, Francji, na Kubie, Litwie, Łotwie. Przy okazji  zwiedziłam te kraje i poznałam fantastycznych ludzi, którzy otworzyli dla nas swoje domy i serca.

Jak łatwo obliczyć jestem chórzystką ze 100% stażem :-) Można powiedzieć że chór jest moim całym życiem …

Mam wspomnienia i przyjaźnie do końca życia …   
Dziękuję że jesteście ...

 

 

RENATA PYSZKOWSKA, mezzosopran - urodziny 28 kwietnia

W Wiwacie śpiewam już 20 lat, co stanowi 2/3 mojego życia, jednak przygodę ze śpiewaniem zaczęłam jeszcze wcześniej, bo już w pierwszej klasie podstawówki. Muzyki uczyła mnie wtedy Pani Ala, która jednocześnie była dyrygentką chóru szkolnego i Wiwatu. Już wtedy moim marzeniem było dołączenie do „dużego chóru”, ale niestety musiałam poczekać kilka lat, aby je spełnić. Zanim to nastąpiło, występowałam wraz z chórem szkolnym i przychodziłam na koncerty Wiwatu, w którym śpiewała moja starsza siostra. Moim pierwszym ważnym wydarzeniem jakie przeżyłam już jako Wiwatka był koncert jubileuszowy na 15-lecie chóru. Pamiętam, jak brałyśmy udział w sesji zdjęciowej, podczas której robiłyśmy pamiątkowe zdjęcia całego chóru i każdego z głosów oddzielnie. Ramka z tymi zdjęciami do tej pory stoi u mnie w mieszkaniu w dobrze widocznym miejscu. Jako Wiwatka zyskałam drugą rodzinę, którą są pozostałe chórzystki (oraz niezastąpieni muzycy), z którymi przeżyłam wiele przygód.

Śpiewanie w chórze pozwoliło mi pojechać do wielu, nawet odległych krajów. Wraz z innymi Wiwatkami odwiedziłam Niemcy, Anglię, Izrael, Meksyk, a nawet Brazylię. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy stanęli na mojej muzycznej drodze.

Idąc we wtorek na cotygodniową próbę wiem, że spotkam tam te same, bliskie mi osoby, będę mogła z nimi porozmawiać, pośmiać się, powspominać. Każda próba pozwala mi odprężyć się, nabrać energię na cały tydzień i zwyczajnie spędzić przyjemny czas. Uczestnictwo w chórze to jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia, a jak wiadomo najpiękniejsze chwile są wtedy, gdy chcemy aby coś trwało wiecznie.

 

 

MARTA SANCHEZ ARROYO, mezzosopran - urodziny 5 lipca 
 
Moja przygoda z Wiwatem zaczęła się gdy miałam 15 lat. Muzyka od zawsze wypełniała moje życie (uczęszczałam wtedy do szkoły muzycznej 2. stopnia do klasy fortepianu, później klawesynu) i myślałam, że mam jej już pod dostatkiem, aż do czasu kiedy mój chrzestny (który jest absolwentem Szkoły Podstawowej nr 92) przyprowadził mnie któregoś razu na chór. Szybko okazało się, że i tu znalazłam swoje miejsce i dostałam o wiele więcej niż mogłam się tego spodziewać. Chór otworzył mnie na świat. Pozwolił zwiedzić wiele ciekawych miejsc, takich jak Meksyk czy Brazylia. Pomógł przełamać barierę w porozumiewaniu się w obcym języku podczas zagranicznych wyjazdów. Poniekąd przyczynił się też do poznania mojego meksykańskiego męża (co było pośrednim skutkiem jednego z wyjazdów do Meksyku).
 
Dzięki chórowi rozwinęłam się również wokalnie i nabyłam cennego doświadczenia scenicznego, a przede wszystkim poznałam wspaniałych ludzi, których łączy pasja do wspólnego muzykowania i na których, wiem że mogę liczyć i już wiele razy mogłam się o tym przekonać. Korzyści płynące z przynależności do chóru Wiwat mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale myślę, że najlepszym potwierdzeniem na to, że było (i jest) warto, jest to, że mimo iż czasami mam dłuższe przerwy w przychodzeniu na chór, to zawsze wracam i nie mogę się doczekać na myśl o kolejnej próbie i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.

 

 

MAGDALENA SZEWCZYK, mezzosopran - urodziny 8 grudnia

„Dzień dobry, chciałyśmy się zapisać do chóru…” Tak było 35 lat temu, przyszłam razem z Kasią Woźnicką wtedy jeszcze Sułecką. Nie było FB ani Instagrama, nie było komórek, a sms-em był  telegram nadany na poczcie, a i tak przez tzw. pocztę pantoflową rozeszło się, że powstaje chór.

Na początku było śpiewanie…., a potem było śpiewanie i podróżowanie.

Pierwszy wyjazd Wiwatu – Niemcy i to w dodatku Zachodnie!!!!  (Pokolenie PRL-u to zrozumie) Po drodze zwiedzanie Rawy Mazowieckiej (kto był ten wie, że to ciekawe miasto), no właśnie to nie były wyjazdy z punktu A do punktu B, to było podróżowanie przez duże P! Zawsze po drodze zwiedzałyśmy ciekawe miejsca, miasta, baseny,  lunaparki.

No i ludzie! Często mieszkałyśmy w prywatnych domach, dzięki temu mogłyśmy poznać obyczaje, jedzenie i codzienne życie danego kraju. Zdarzało się, że w nasz przyjazd zaangażowane było całe miasteczko. 

Spanie w  salach gimnastycznych podczas różnych międzynarodowych festiwali też było super, wtedy poznawałyśmy się nawzajem, bo nic tak nie zbliża jak przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę. Zapach zupek chińskich, przeplatany serkiem topionym, pasztetem i paprykarzem szczecińskim zostanie ze mną na zawsze!

Zawsze miałyśmy ze sobą stroje, nuty, dobry humor, uśmiech  no i  koleżeńskość, która czasami chowała się  w walizce .

Dla WIWAT-u nie było rzeczy nie możliwych . W chórze wszystko było można np.:

  1. Można było przenocować  40 osobowy chór w dwupokojowym mieszkaniu w Niemczech? Można!
  2. Można było wjechać autokarem po włoskich górzystych, wąskich i krętych drogach do kościoła, żeby zobaczyć zabalsamowanego  zakonnika? Można! Wierzcie mi, to nie było proste, szczególnie dla kierowców.
  3. Można było się zgubić (albo kogoś) ale zawsze się znaleźć? Można!

Jako nastolatka, a później trochę bardziej dorosła nastolatka nie zastanawiałam się nad ogromem pracy jaką wkładała Pani Alicja Mossakowska, nie tylko muzycznie, ale także w organizację wyjazdów, po prostu był wyjazd i się jechało, był koncert i się śpiewało. Obecnie jestem pełna podziwu i chylę nisko czoła.

Druhenko, dziękuję za to, że zobaczyłam tyle świata, poznałam kulturę innych krajów, przeżyłam to co przeżyłam na koncertach i wyjazdach oraz mam fantastyczne  wspomnienia. A Pani kultowe już powiedzenia „Milcz jak do mnie mówisz”, „Jesteście ambasadorkami kultury polskiej” oraz „Która godzina? Już czas ….”  są wyryte w mojej głowie.

Druhu Włodku, Panie Krzysiu, Asiu, Ewciu, Kingo i Gosiu wierzę, że Wy też się spotykacie tam na górze we wtorek o 18.30,  słuchacie nas i dyskutujecie „OOOO soprany to nie dociągnęły tutaj, a alty tam spadły, ale  mezzo to zawsze trzymają poziom”.

Dziewczyny! Przez te 35 lat trochę się nas przewinęło, jedne zostały do dziś, drugie odchodziły i wracały, trzecie odchodziły na zawsze. Były  koncerty i wyjazdy, ale też śluby, wesela, narodziny dzieci i imprezy. Do końca świata i o jeden dzień dłużej będziecie moimi Wiwatowymi Siostrami, no może niektóre kuzynkami …

Zdjęcia są z „odległych” czasów, nie zawsze ostre, wyraźne… ale wtedy były klisze. W większości nie jestem na nich sama, ale cóż… śpiewam w chórze a nie solo.
Mogę śmiało powiedzieć, że muzyka, śpiew i podróżowanie  to moje pasje, muzyki słucham od zawsze, śpiewam już 40 lat (dochodzi jeszcze 5 lat w chórze SP 92), czyli 80% mojego życia (nie liczę tych wielu koncertów, kiedy jako dziecko śpiewałam z moją kuzynką na imieninach u cioć i wujków), a podróżuje od pierwszego wyjazdu z  chórem WIWAT.

„Nic dwa razy się nie zda­rza
i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny
zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy
i po­mrze­my bez ru­ty­ny.”
(W. Szymborska)

Drugi raz to się nie zdarzy, taka Dyrygentka, taki Chór, tacy Muzycy.

 

 

WIKTORIA ZAJĄC, mezzosopran - urodziny 5 sierpnia 

O "Wiwacie" usłyszałam na jednej z lekcji muzyki, w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Wtedy też, wraz z koleżankami postanowiłyśmy wstąpić w szeregi chóru i tym sposobem jestem jego częścią od dziesięciu lat :)

Przez ten czas z "Wiwatem" odwiedziłam Meksyk, Brazylię, Niemcy oraz Gruzję, a w swoim domu miałam szansę gościć chórzystów z Gruzji, Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Dzięki tym doświadczeniom mogłam zwiedzać, poznawać różne kultury oraz ludzi z całego świata.

Poza wyjazdami i śpiewaniem, chór to dla mnie wiele radosnych wspomnień, a czasem ucieczka od codzienności do świata muzyki.

Mimo mojej słabej frekwencji w ostatnich miesiącach spowodowanej studiami, "Wiwat" jest dużą częścią mojego życia i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze.

 

 

 

 

 

-- ALTY -- 

 


MARTA BIEDRZYCKA, alt - urodziny 13 sierpnia  

Chór jest bardzo ważną częścią mojego życia od 5 klasy szkoły podstawowej. To z nim dorastałam, nawiązywałam przyjaźnie i uczyłam się: świata, kontaktów że starszymi koleżankami i z ludźmi z tylu krajów, że nie zliczę! Jest ważnym elementem kształtowania mojej osobowości i tego z jak otwartą głową patrzę zawsze na świat. Nic tylko wypada mi podziękować i każdemu życzyć takich niesamowitych okazji na rozwój w swoim życiu :)

 

#dziękujęzamuzykę

 

 

 

 

 

 

 

DOROTA DĄBROWSKA-JONES, alt - urodziny 22 kwietnia 

Moja wspólna historia z chórem jest nieco banalna. Obowiązkowy chór w podstawówce – z naciskiem na OBOWIĄZKOWY nauczył mnie jednego: jedynie 2% populacji nie jest w stanie nauczyć się śpiewać, pozostałych da się jakoś mniej lub bardziej wyszkolić. Mam nadzieję, że jestem wśród tych 98%.

Dla mnie chór, to przygoda życia – w sumie w chórze jestem dłużej niż nie jestem.

Jest rok 1988. Jestem jedną z pierwszych chórzystek obecnych na pierwszej próbie nowego Chóru – jeszcze nie miał nazwy. I tak już zostało. To coś znacznie ważniejszego niż śpiew. To nauka życia wśród innych ludzi. Nauka odpowiedzialności, obowiązkowości, odwagi i otwartości. W moim przypadku często jedyna możliwość sprawdzenia umiejętności językowych zdobytych na kursach.

I co dla mnie najważniejsze: mimo przerwy w byciu aktywnym członkiem chóru, która się zdarzyła, warto było wrócić, widzieć sympatię w oczach tych, których w pewnym sensie opuściłam.

ALE JESTEM I W NAJBLIŻSZYM CZASIE NIE ZAMIERZAM NIE BYĆ.

 

 

 

 

 

BARBARA KŁOSIŃSKA-KLEINSZMIDT, alt - urodziny 3 listopada

Przygoda z muzyką to tak naprawdę całe moje życie. Rodzinne muzykowanie, śpiew na głosy,  gra na pianinie, gitarze, akordeonie z rodzicami i rodzeństwem towarzyszyły mi od najmłodszych lat, wzrastałam w takim klimacie i można powiedzieć, że miłość do muzyki wyssałam z mlekiem matki.

Kilkanaście lat śpiewałam w zespole wokalno-tanecznym, z którym koncertowałam po całej Polsce i Europie. To był wspaniały czas, pełen intensywnych prób, występów i wyjazdów. Po zakończeniu tej muzycznej podróży zaczęło brakować mi regularnego śpiewania. I jak to mówią, nic nie dzieje się w życiu przypadkowo…  Poznałam Panią Alicję Mossakowską i zostałam zaproszona do chóru Wiwat. Właśnie rozpoczął się 9. rok odkąd śpiewam w fantastycznych altach. Nadal mogę kontynuować swoją wokalną przygodę, a także zwiedzać świat, ponieważ z chórem występowałam już w Meksyku i w Gruzji.

Śpiewanie i gra na gitarze to moja pasja, z którą nigdy się nie rozstanę, bo nie wyobrażam sobie życia bez muzyki!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WERONIKA KRÓLAK, alt - urodziny 6 maja

Swoją przygodę z Wiwatem rozpoczęłam w 2010 roku, kiedy Pani Alicja Mossakowska podczas jednej z lekcji muzyki zaproponowała mi dołączenie do chóru. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy na próbie zamiast grona dzieciaków zobaczyłam profesjonalny chór, a jak usłyszałam jak starsze koleżanki śpiewają Michelle i szczęka mi opadła, nie mogłam uwierzyć, że Pani Ale chce żebym wraz z nimi tworzyła tak cudowna grupę. Gdy już oswoiłam się z całą sytuacją zaczęły się wyjazdy: Niemcy, Brazylia, Meksyk, Gruzja, ah, niezapomniany czas i przyjaźnie na całe życie.

Ostatnio na próbach bywam niestety rzadko, ponieważ studiuje, jednak kiedy siedzę na próbie, czuje, jakby nic przez te 13 lat się nie zmieniło, otaczają mnie wspaniali ludzie i dźwięki muzyki.

 

 

 

EDYTA MAĆKIEWICZ, alt - urodziny 27 lutego 

A jak to się zaczęło?

Jak wiadomo, dyrygentce chóru Pani Alicji Mossakowskiej się nie odmawia. Po naszym wspólnym tygodniowym wyjeździe na warsztaty chóralne z dziećmi, ja jeszcze wtedy jako szeregowy wychowawca niezwiązany z chórem, dostałam po powrocie zaproszenie na próbę Wiwatu w czerwcu. Hmmm, miałam mnóstwo obaw, ale jak tu się wykręcić? Potem były wakacje, zapomniałam o wszystkim, a we wrześniu na szkolnym korytarzu uśmiechnięta Pani Ala "To jak Edytka, we wtorek się widzimy?", no tak, oczywiście... I na tym moja asertywność się zakończyła :)))

Teraz z perspektywy czasu myślę, że Los postawił Panią Alę na mojej drodze nie przez przypadek...

Czym dla mnie jest chór?

Jest ważną częścią życia, może sposobem na to życie. Czymś, co na trwałe wpisuje się w umysł i serce. Jest inspiracją, alchemią duszy, natchnieniem, a także obcowaniem z fantastycznymi ludźmi, którzy tworzą ten zespół - dziewczynami chórzystkami, chłopakami muzykami, z wieloletnią dyrygentką Panią Alą i obecnym dyrygentem Piotrem Duchalskim. Ta całość spięta klamrą muzyki wnosi piękno i radość, niech zatem trwa jak najdłużej w moim życiu...

 

 

 

 

 

AGATA MELON, alt - urodziny 13 lutego

Mam na imię Agatka i mimo tego, ze wyrosłam dość wysoka w chórze nadal nazywają mnie małą. Jestem w Wiwacie ponad połowę swojego życia, ale on jest obecny w moim dużo dłużej. Już w przedszkolu tata (który wspomaga nas swoją piękna grą na skrzypcach) opowiadał mi o niesamowitych koncertach i podróżach, i o tym, że jak dorosnę też będę mogła zostać Wiwatką. Stało się to we wrześniu 2011 roku i już po paru próbach zaśpiewałam swój pierwszy koncert; co więcej - swoją pierwszą solówkę. Mimo upływu tak wielu lat, pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj. Przebrana za małego powstańca wbiegłam na scenę z gazetą, stanęłam na środku i na sali wybrzmiało „Siekiera, motyka”. Zaczęłam bardzo mocno i pewnie, jednak, z tego całego stresu, zupełnie nie słuchałam akompaniamentu i z każdym kolejnym wersem śpiewałam coraz szybciej. O dziwo po koncercie wcale nie dostałam medalu za prześcignięcie muzyków, ale raz na zawsze zapamiętałam, żeby ich słuchać.

             Od tamtego czasu zaśpiewałam niezliczoną ilość koncertów i solówek. Zwiedziłam z chórem Niemcy, Brazylię, Meksyk i Gruzję. Z każdego z tych miejsc mam ogrom niesamowitych wspomnień i przyjaciół z całego świata. Najcieplej wspominam festiwal w Puebla, w Meksyku - nie przez pogodę, która swoją drogą była cudowna, a dzięki osobom, które tam poznałam. Mimo tego, że z większością chórów biorących udział w festiwalu spotkaliśmy się pierwszy raz dopiero podczas jego trwania, czułam się jakbyśmy się znali całe życie. Bo chór, to taka druga rodzina, a decyzja o dołączeniu do „Wiwatu” była jedną z najlepszych w moim życiu. Dodatkowo, to dzięki mnie dziewczyny wiedzą, co tak naprawdę znaczą te małe literki nad pięciolinią: p- pięknie, f - fajosko, mp - milusio piękniusio, a mf - mega fajnie .

 

 

 

ZOFIA MELON, alt - urodziny 3 grudnia

Mam wrażenie, że o Wiwacie wiedziałam tak naprawdę od zawsze, tak dokładniej od mojego taty. Odkąd pamiętam tata znikał co tydzień na próby i zawsze nam o nich opowiadał, jeździł na koncerty i na wyjazdy zagraniczne, których strasznie mu zazdrościłam. Już w drugiej klasie podstawówki zaczęłam uczęszczać na poniedziałkowe próby tzw. "Małego Wiwatu" i marzyłam, żeby usłyszeć od Pani Ali zaproszenie na wtorkowe próby. I już we wrześniu 2012 roku oficjalnie dołączyłam do Wiwatu. Niedługo później, bo już w grudniu, wyjechałam na pierwszy z wielu wyjazdów zagranicznych, wtedy akurat do Niemiec. Równo 11 lat temu spędziłam swoje urodziny z Wiwatkami w aquaparku w Bispingen.

Od tamtego czasu zwiedziłam z chórem Meksyk, Brazylię, Gruzję i jeszcze kilka razy Niemcy, poznałam wiele ciekawych kultur, nawiązałam niesamowite przyjaźnie.

Od 11 lat uczęszczam na cotygodniowe próby. Na początku strasznie się bałam, że coś zaśpiewam nie tak, w końcu ja byłam jeszcze dzieciaczkiem a pozostałe Wiwatki były dla mnie profesjonalistkami, ale po czasie zrozumiałam, że nie ma czego się bać. Atmosfera na próbach, przed koncertami, czy po nich była ciepła, wesoła. Szybko się odnalazłam w tym niesamowitym świecie muzycznym, który tworzy Wiwat.

Od 2 lat studiuję pielęgniarstwo, część zajęć pokrywa się z próbami, nie zawsze jestem w stanie dojechać, ale jak tylko mam możliwość, nawet spóźniona, to dosłownie biegnę, żeby tylko móc spędzić ten wieczór z Wiwatem.

Dzięki chórowi zyskałam nie tylko doświadczenie sceniczne, czy odwagę do występowania przed ludźmi, ale również wspaniałą, drugą rodzinę.

 

 

BEATA PYSZKOWSKA, alt - urodziny 18 czerwca

Myślę, że moja historia nie będzie się za bardzo różniła od innych Wiwatek.

Przygodę z chórem zaczęłam już jako uczennica szkoły, wtedy po lekcjach pojawiały się pierwsze próby i pierwsze występy na szkolnych apelach. To był też czas kiedy z Panią Alicją wyjeżdżałyśmy do Lelewa – do zupełnie innej rzeczywistości, gdzie oprócz śpiewania uczyłyśmy się życia, zacieśniałyśmy przyjaźnie i spędzałyśmy wspólnie czas.

Potem przyszedł moment kiedy wreszcie dołączyłam do „dużego chóru” i zaczęły się cotygodniowe, wtorkowe próby. Czasami ciężko było się zmobilizować, żeby pójść na próbę, bo były ciekawsze zajęcia. Jednak z czasem, kiedy przybywało lat i stażu trochę się to zmieniło i na próby czekałam z wytęsknieniem. O tym jak wspaniałe jest to miejsce może świadczyć fakt, że po kilku latach przerwy i oglądania koncertów z pozycji widza wróciłam i cieszę się z każdej możliwości spotkania się i wspólnego śpiewania i koncertowania.

Oczywiście oprócz cudownych dziewczyn i chłopaków, którzy pojawili się w moim życiu śpiewająca przygoda z chórem dała mi możliwość odwiedzenia egzotycznych i dalekich miejsc takich jak Brazylia czy Gruzja i tych trochę bliżej tak jak Belgia, Holandia czy Niemcy.

Wtorkowe próby to czas który mnie uskrzydla i daje zapas energii na cały następny tydzień i wierzę, że będzie tak jeszcze przez długi czas.

 

 

 

 

MAGDALENA RUMIANEK, alt - urodziny 24 lipca 

Hej – to ja. W chórze chyba od ery mezozoicznej, a tak patrząc na kalendarz i licząc z małym chórem to od 1991 roku. Byłam uczennicą SP92 gdzie wszystko się zaczęło i tak zostałam przez „zasiedzenie”.

Miałam kilka przerw na wyjazdy i naukę w UK i USA oraz 5 letni „urlop” w czasie mojej pracy w Kazimierzu Dolnym, ale zawsze byłam mocno związana z chórem i starałam się brać czynny udział w uroczystościach oraz podejmowaniu gości.

Mam to szczęście mieć kilka prawdziwych miłości w życiu takich jak: snowboard, kitesurfing, pies Budyń, ale to śpiewanie właśnie jest ze mną najdłużej.

Dzięki chórowi po raz pierwszy byłam za granicą – były to Włochy i wyjazd podczas świąt wielkanocnych – niezapomniany bo gościłyśmy wtedy we włoskich rodzinach i po raz pierwszy mogłam tak namacalnie dotknąć zupełnie innej kultury. Również dzięki chórowi leciałam pierwszy raz samolotem i to na tak egzotycznej trasie - Chiny w 2001 roku dla 20 latki to był prawdziwy powód do dumy i radości.

Chór nauczył mnie otwartości w stosunku do innych oraz tego, że przez życie najlepiej iść z uśmiechem, piosenką na ustach oraz przyjaciółmi u boku, a WIWATKI są obecne w moim życiu nie tylko na próbach i koncertach. Korzystając z okazji chciałam bardzo podziękować Pani Alicji Mossakowskiej za to, że „siłą i godnością osobistą” przymuszała mnie w podstawówce do uczęszczania na próby, bo chór jest od dawna już częścią mnie i bez niego nie byłabym taką Magdą Rumianek jaką jestem - bo kto inny śpiewałby na działce sąsiadom piosenkę o morzu po chińsku czy Hava Nagila w oryginale.

 

 

WERONIKA STYCZEK, alt - urodziny 2 grudnia

Bardzo lubię śpiewać w chórze Wiwat. Jest to miejsce, w którym zawsze można się pośmiać i spędzić miło czas. Poznałam tutaj inspirujących ludzi, którzy pokazali mi jak wspaniała jest muzyka. Dzięki zagranicznym wyjazdom na koncerty nawiązałam przyjaźnie z ludźmi z wielu stron świata.

I choć od mojej pierwszej próby minęło już 19 lat i moje życie bardzo od tego czasu się zmieniło, to jedno pozostało niezmienne - przychodzenie na próbę co wtorek na 18:30, bo chór stał się nieodłączną częścią mojego życia.